klosy_744_496

PRZEKREŚLONY KŁOS JEST WAŻNY

klosy_744_496

Za produkty z natury bezglutenowe uważa się wszystkie, które nie zawierają w składzie żadnej domieszki pszenicy, jęczmienia i żyta w formie naturalnej, przetworzonych oraz ich pojedynczych składowych. Definicja prosta i oczywista. Pozornie.

1.Etykiety. Na szczęście obecne prawo nakłada już na producentów obowiązek wyróżniania składników alergizujących zawartych w danym produkcie. Stąd na etykietach podkreślenia mleka, pszenicy, orzeszków arachidowych oraz zdania „produkt może zawierać…”, „w zakładzie produkcyjnym używa się …”, itp.

Te pierwsze są jasnym komunikatem, a drugie ostrzeżeniem, które warto wziąć pod uwagę gdy wahamy się czy kupić coś, czy nie. Ja w takiej sytuacji, gdy coś bardzo mi się podoba albo mam problem ze znalezieniem zamiennika, często piszę albo dzwonię do producenta wypytać o szczegóły. Zwykle spotyka się to z dużym zrozumieniem i chyba nie zdarzyło mi się aby ktoś nie chciał udzielić mi wyczerpujących informacji.

Jednak trzeba pamiętać, że nadal producent nie musi (i chętnie z tego korzysta) wprowadzać do opisu tych składników, których ilość nie przekracza 1% produktu…

2.Pochodzenie. Na rynku jest wiele produktów, które powinny być bezglutenowe, a niekoniecznie muszą. Mam na myśli te, które wyprodukowano poza granicami UE i Ameryką Północną. I choć nie zakładam, że azjatycki producent mąki ryżowej jednocześnie miele i sprzedaje mąkę pszenną, to należy być ostrożnym. Zasady etykietowania produktów w różnych krajach są różne. Warto zachować rozsądek.

3.Przechowywanie. Ponieważ dieta bezglutenowa cieszy się ostatnio dużą popularnością, coraz więcej jest na półkach zwłaszcza pieczywa, które biorąc pod uwagę skład, można uznać za bezglutenowe. I nawet jeśli tak jest rzeczywiście i np. chleb kukurydziany został wypieczony wg zasad gwarantujących bezglutenowość, to ułożenie go na półce przytulonego do żytnich bułeczek lub w koszu, w którym wczoraj leżały bagietki pszenne, kończy jego żywot produktu bezglutenowego. Nie bez powodu pieczywo i produkty bezglutenowe są bardzo szczelnie zapakowane. Kiedyś ze zgrozą obserwowałam jak przemiła skądinąd Pani Sprzedawczyni kroiła maszyną wszelakie pieczywo, jedno po drugim. Nie polecam takich eksperymentów.

4.Produkcja. No dobrze, idziemy do sklepu i sięgamy na spokojnie po produkt, który na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z pszenicą, żytem lub jęczmieniem, np. po mąkę gryczaną. Czy możemy spokojnie ją kupić? No właśnie nie. Niezwykle ważne w przypadku produktów bezglutenowych jest miejsce produkcji i przetwarzania ziaren. A mąki, płatki, kasze zwykle powstają w młynach lub zakładach gdzie przez linie produkcyjne przechodzą po sobie lub obok siebie wszystkie możliwe zboża. I z pozoru niewinna i bezglutenowa kasza jaglana może mieć zawartość glutenu równą kromce chleba pszennego (!!!).

ZNAK-AOECS-300x300

I właśnie dlatego zawsze będę zachęcać do kupowania produktów z symbolem przekreślonego kłosa. Jedynie wtedy mamy gwarancję, że jest to produkt całkowicie bezpieczny. I że na każdym etapie produkcji, od przysłowiowego „ziarna do chleba” nie miał kontaktu z glutenem. Wiem, są droższe, trudniej dostępne, a ich skład pozostawia czasem wiele do życzenia. Ale jeśli nie decydujemy się na samodzielne gotowanie i pieczenie wszystkiego co jemy, jest to jedyny bezpieczny wybór.

 

***

Świadomie ze zbóż zawierających gluten wyeliminowałam owies. Coraz więcej badań dowodzi, że zawarty w nim typ glutenu jest obojętny dla osób uczulonych na ten alergen lub chorych na celiakię. Ale to indywidualna sprawa i każdy musi sam sprawdzić jak na niego reaguje. Mam to szczęście, że owies mojemu dziecku nie szkodzi.  Uwielbiamy chleb, ciastka i inne owsiane wypieki. Ale wyłącznie z mąki ze znakiem przekreślonego kłosa, oczywiście 🙂

serce_pszeniczne_wzielonegramy_744_496

TO CO JA MAM TERAZ JEŚĆ ?

 

serce_pszeniczne_wzielonegramy_744_496

 

Dziewięć lat temu otworzyłam kopertę z wynikami badań córki. Nie pozostawiały żadnych wątpliwości: celiakia. Pamiętam do dziś, jak w głowie pojawiło się dręczące pytanie „Co dalej?”.

W księgarniach próżno wówczas było szukać jakichkolwiek publikacji, internet też nie zachwycał; nawet lekarzom trzeba było wyjaśniać, że „z tego się nie wyrasta” i prosić o sprawdzenie zapisywanych leków pod kątem obecności glutenu. Albo robić to samodzielnie, najczęściej.

Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. W każdym sklepie sieciowym są już dobrze zaopatrzone regały ze zdrową żywnością (skądinąd zawsze mnie bawi to określenie, bo jeśli jeden regał jest „zdrowy”, to co myśleć o reszcie asortymentu?), a tam jest miejsce na produkty bezglutenowe, bezmleczne, niskobiałkowe, itd. … Czy aby na pewno są zdrowe, o tym jeszcze będę pisać, ale są i można kupić to, co niezbędne.

Za nami są też trudne rozmowy. Okres buntu i smutku. Dziś moje dzieci same pilnują czy to, czym są obdarowywane lub częstowane na pewno jest tym, co powinny jeść. I nie czują się inne od rówieśników.

Mamy to szczęście, że mieszkamy w aglomeracji, w której „miejscy drwale sączący sojową latte” wytyczyli proste ścieżki dla osób na dietach „bez”. W centrum łatwiej dziś znaleźć wszystkie możliwe warianty kuchni wegańskiej czy wegetariańskiej, gdzie roi się od dań bezglutenowych i uwzględniających przeróżne diety eliminacyjne, niż knajpę z dobrym schaboszczakiem. Gdy zaczynamy podróżować po Polsce bywa różnie, czasem naprawdę trudno. Ale miłe, że po latach pakowania wielkich siat z jedzeniem, dziś nasz jedzeniowy bagaż podręczny zredukowaliśmy do niezbędnego minimum.

Mimo to, czas wprowadzania tak radykalnych zmian w nawykach żywieniowych nie jest łatwy. Budzi wiele pytań, wątpliwości. Poczucie chaosu i zagubienia długo towarzyszy codzienności. W myślach żegnamy się się, często na zawsze i niepotrzebnie, z wypadami na miasto, wakacyjnym all inclusive, rodzinnymi obiadami lub ulubionymi dotąd daniami. A pierwsze samodzielne próby przygotowania czegoś „bez…, i bez… i bez…” nie raz kończą się totalną katastrofą.

Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami. Od kuchennych trików, poprzez sprawdzoną wiedzę naukową, przepisy, które na pewno nie zawiodą, aż po restauracyjno-zakupowy sovir-vivre, który da Wam pewność, że jecie to, co na pewno Wam nie szkodzi, a kucharz z uśmiechem na ustach przygotuje dla Was coś „a la carte”.

Chciałabym, abyście poczuli to, co i do mnie dotarło po jakimś czasie. Że dieta eliminacyjna to nie skaranie boskie, a szansa. Gdyby nie moje dzieci, do dziś bez zastanowienia wrzucałabym do koszyka na co przyjdzie mi ochota i nigdy nie zagłębiłabym się w skład gotowych produktów. A moje wizyty w aptece byłyby codziennością.

Uprzedzam jednak, nie jestem żywieniową purystką. Lubię gotować, ale nie lubię przesiadywać godzinami w kuchni. Gdy nie mam czasu, jadę po gotową pizzę bezglutenową do hipermarketu i dopiero w domu doprawiam ją po swojemu (ok, to nie jest pierwsza lepsza pizza, ale o tym niebawem). A na długiej trasie nie eksperymentuję i gdy skończy się domowy prowiant, a głód nie ustępuje, skręcam bez wahania na widok znanej na całym świecie żółtej, wielkiej litery. Na bezglutenowe frytki. Niektórzy z Was pewnie się teraz zastanawiają czy mogą być glutenowe. Mogą.

I dlatego będę o tym dla Was pisać.

pot1920-1280

CZYM ZAGĘŚCIĆ? SPRAWDZONE SPOSOBY NA AKSAMITNE, BEZGLUTENOWE SOSY

pot-820012_1920

Dieta bezglutenowa wydaje się być rezygnacją z wielu codziennych i nie ma co ukrywać, niekoniecznie zdrowych, ale smacznych przyzwyczajeń. Zagęszczane mąką sosy do pieczeni, gulaszu lub innej potrawy w pierwszej chwili wydają się być nieosiągalne. Ale tylko w pierwszej. Bo dzięki „free” zamiennikom mogą być nadal aksamitnie gęste i o wiele zdrowsze.

Mąka z ryżu kleistego

Lekkostrawna, hipoalergiczna i niskokaloryczna. W kuchni azjatyckiej wykorzystywana jest przede wszystkim do deserów. W kuchni „free” świetnie nadaje się m.in. do zagęszczania sosów. Korzystając z niej trzeba pamiętać o zasadzie dotyczącej wszystkich mąk bezglutenowych – bardzo silnie pęcznieją i pobierają płyny. Więc lepiej użyć jej mniej niż w przypadku tradycyjnych mąk, bo inaczej płynny sos zmieni się w gęstą i nieapetyczną papkę.

Mąka z tapioki

Znana głównie wielbicielom Bubble Tea, ale niezwykle wdzięczna w przygotowaniu wszystkich potraw bezglutenowych. Nie ma smaku ani zapachu, za to doskonałe właściwości żelujące. Nie zbryla się, co pozwoli uniknąć niemiłych niespodzianek, których potrafią dostarczyć mieszanki mąk bezglutenowych. Dobrze rozpuszcza się w każdym sosie. Tak, jak w przypadku mąki z ryżu kleistego, trzeba używać jej z umiarem.

W przypadku mąk trzeba zawsze pamiętać by rozprowadzić je najpierw w mniejszej, przelanej do innego pojemnika, ilości sosu właściwego i dopiero po wymieszaniu dokładnym obu składników, dodać do całości potrawy.

Gomasio

Choć oryginalne gomasio posiada sól, to warto przygotować w domu i takie w wersji bezsolnej. Do zagęszczania sosów powinno być zmielone na mąkę. Zmienia, ale jednocześnie też wzbogaca smak sosów. Polecane zwłaszcza do sosów mięsnych.

Złociste siemię lniane

Polskie super food świetnie sprawdza się w roli zagęszczacza. Powinno zostać zmielone w mocnym młynku (należy unikać przegrzania ziaren) tuż przed dodaniem do potrawy. Ma łagodny smak więc nie zmienia smaku sosu, za to świetnie i zdrowo go zagęszcza. Warto dodać je na sam koniec gotowania, aby jak najmniej straciło ze swych dobroczynnych właściwości.

Warzywa

Do sosów pomidorowych: papryka, marchew, niewielka ilość korzenia pietruszki. Do sosów mięsnych: cebula, czosnek, por i opcjonalnie grzyby. Pokrojone warzywa, przed dodaniem do sosu należy obsmażyć w garnku, na niewielkiej ilości tłuszczu, po chwili podlać gorącą wodą i przez kilka minut dusić pod przykryciem. Jeszcze „al dente” zmiksować na jednolitą, gęstą masę i dodać do sosu. To również pyszna, zdrowa i skuteczna metoda oszukania czujnego oka małoletnich warzywnych niejadków.

Wszystkie podane naturalne zagęszczacze można ze sobą mieszać. Zwłaszcza dodanie czy to do mąki, czy do warzyw, siemienia lnianego lub gomasio, to sposób na osiągnięcie pysznego, unikalnego smaku każdego sosu.

 

the-cake-518036

CZYM TO SKLEIĆ? 5 SPOSOBÓW NA UDANE CIASTO BEZGLUTENOWE

the-cake-518036

 

 

Ciasta bezglutenowe, czy to w formie wypieków, czy do naleśników, pierogów i innych smakowitości, mają tę cechę, że pozbawione glutenu są bardzo kruche i łamliwe. Są sprawdzone sposoby aby temu zaradzić i by były kruche i delikatne jak szczęście, ale nie przesypywały się przez palce jak piasek.

Jajka

Jeśli mamy obawę, że ciasto nie będzie wystarczająco zwarte, zawsze warto do ilości jajek podanych w przepisie dodać 1 lub 2 od siebie. Mogą być dodane w całości (np. do ciasta na pierogi) lub osobno żółtko, a oddzielnie ubite na sztywną pianę białko – to ostatnie nada ciastu dodatkowej lekkości i puszystości. A w przypadku ciast bezglutenowych to bardzo pożądana cecha.

Tapioka

Na szczęście tapioka w różnej postaci: mąki, kuleczek, pasków przypominających makaron, jest coraz łatwiej dostępna. Lekkostrawna i  hipoalergiczna, wytwarzana jest ze skrobi manioku. Ma wszechstronne zastosowanie w kuchni. Dzięki swoim właściwościom świetnie zagęszcza i scala ciasto. Jak ją stosować jeśli w przepisie nie ma o niej ani słowa? Wystarczy zamienić 1/4 porcji mąki z przepisu na tapiokę. Jest bez smaku i aromatu więc jej obecność będzie niewyczuwalna, jedynie poprawi konsystencję ciasta.

Siemię lniane

Bardzo zdrowe i bardzo skuteczne rodzime „lepiszcze”. Aby skleiło każde ciasto, wystarczy 5 łyżek siemienia zalanego wrzątkiem i odstawionego do wystygnięcia. Zależnie od upodobania, można do ciasta wlać wszystko lub wcześniej odcedzić ziarenka. Jeśli ziarenka w całości nie są mile widziane w cieście (zwłaszcza przez skrupulatne i wymagające dzieci), siemię można zemleć przed zalaniem wrzątkiem.

Mąka z ryżu kleistego

W Azji używana do różnego rodzaju deserów, w bezglutenowej kuchni ma zastosowanie uniwersalne. Świetna do zagęszczania i scalania każdego ciasta.  Przy jej użyciu trzeba pamiętać, że wymaga większej ilości jajek niż inne mąki (dwa razy tyle niż w tradycyjnym przepisie) oraz że na każdą jej szklankę przypada łyżeczka tłuszczu.

Mąka z bananów

Wyrabiana z suszonych zielonych bananów. Cenne źródło potasu o wysokiej zawartości skrobi. Zawsze używa się jej mniej niż innych mąk (zamiast przepisowej szklanki, wystarczy 3/4) bo pęcznieje. Idealna do słodkich wypieków oraz naleśników. Każdemu ciastu nadaje lekkości, a jednocześnie zwartości. Ma lekko bananowy posmak, który daje efekt dodatkowej słodkości ciasta.